HISTORIE PISANE PRZEZ ŻYCIE
Dodane przez abrakadabra dnia 26 luty 2012
WYJECHAĆ, BY GODNIE ŻYĆ

Życie młodego małżeństwa ze Ślaska było do niedawna pasmem udręk. Dzisiaj, mieszkając w Danii, tamten rozdział życia traktują jak zły sen, a wspomnienia z Polski wyrzuciliby najchętniej z pamięci.

23-letnia Kamila i jej o rok starszy małżonek Paweł jeszcze kilka lat temu mieszkali na peryferiach Chorzowa. Trzypokojowy lokal dzielili wspólnie z rodzicami Kamili oraz jej dorastającym bratem ...


Rozszerzona zawartość newsa
WYJECHAĆ, BY GODNIE ŻYĆ

Życie młodego małżeństwa ze Ślaska było do niedawna pasmem udręk. Dzisiaj, mieszkając w Danii, tamten rozdział życia traktują jak zły sen, a wspomnienia z Polski wyrzuciliby najchętniej z pamięci.

23-letnia Kamila i jej o rok starszy małżonek Paweł jeszcze kilka lat temu mieszkali na peryferiach Chorzowa. Trzypokojowy lokal dzielili wspólnie z rodzicami Kamili oraz jej dorastającym bratem. Paweł pracował dorywczo na budowach, Kamila zaś, wraz z Paulinką, ich wspólną, dwuletnią wówczas pociechą, pozostawały w domu. Pieniądze, jakie zarabiał mężczyzna, nie starczały na podstawowe wydatki, zaś marzenia o własnym mieszkaniu stawały się coraz odleglejsze. Na pomoc rodziców, żyjących równie skromnie, nawet nie liczyli. Młodzi ludzie postanowili pomyśleć nad zmianą dotychczasowego życia i wyjazdem na stałe za granicę.
Sama myślałam o podjęciu jakiejś pracy, ale wiadomo... młode kobiety z małymi dziećmi to ryzyko, więc najczęściej pracodawcy mnie zbywali - tłumaczy Kamila.

Przeglądając serwisy internetowe z ogłoszeniami o pracę pewnego wieczoru Paweł trafił na ogłoszenia duńskiej firmy budowlanej. Bardzo długo zastanawiał się, czy spróbować, a jeśli tak, to czy poradzi sobie za granicą, przecież nie miał w tym względzie żadnego doświadczenia, jak do tej pory pracował tylko w swoim regionie. Język angielski, wymagany przez autorów oferty, znał stosunkowo dobrze, uczył się go w technikum, do którego kiedyś uczęszczał. Po rozmowie z żoną postanowił w końcu spróbować szczęścia i wysłał swój życiorys, nie licząc specjalnie na odzew.Sam nie wiem, dlaczego zainteresował mnie właśnie skandynawski kierunek. Intuicja? - śmieje się mężczyzna, wspominając tamten pamiętny wieczór.

Na odpowiedź czekał niespełna dwa tygodnie. Szef firmy budowlanej z Odense poinformował go telefonicznie, że byłby zainteresowany przyjęciem młodego Polaka na okres próbny, przedstawił szczegółowo warunki zatrudnienia i przysługujące mu profity związane z przyjęciem posady. Paweł zgodził się niemal natychmiast, choć jego obawy nie słabły. Zdążył trochę poczytać w internecie o zasadach pracy panujących w Danii, poznał opinie kolegów, którzy pracowali w przeróżnych zakątkach świata, w tym również w Skandynawii, jednak niepewność go nie opuszczała. Chłopak zdawał sobie jednak sprawę, że ma pełne poparcie żony i córki, dlatego niedługo potem spakował swoje rzeczy i w połowie czerwca 2008 roku wyruszył autokarem na wyspę Fionia, zdając sie na to, co przyniesie los.

Na dworcu w Odense powitał go jeden z pracowników firmy, niejaki Christo. Christo był Czechem pochodzenia bułgarskiego, w spółce pracował od dwóch lat. Potężny, barczysty brodacz sprawiał wrażenie małomównego, aczkolwiek doświadczonego i pewnego siebie człowieka. Z jego zdawkowej opowieści Paweł wywnioskował, że pracownicy firmy są różnej narodowości, jest w tym gronie również kilkoro Polaków.

Sam szef okazał się osobą otwartą, uśmiechniętą, choć już na wstępie zaznaczył, że nie będzie tolerował żadnej niesubordynacji oraz łamania zasad panujących w firmie. Młody pracownik z Polski szybko zakilimatyzował się w nowym miejscu pracy. Zamieszkał w wynajętym przez pracodawcę mieszkaniu, w dość niezłych warunkach, współdzieląc pokój z dwoma rodakami. Kiedy tylko mógł, dzwonił do kraju, zapewniając żonę, że gdy tylko stanie "na nogi", sprowadzi rodzinę do swej nowej ojczyzny.

Mijały miesiące. Paweł co jakiś czas przyjeżdżał na Śląsk, by móc choć przez kilka dni nacieszyć się rodziną. Pensja murarza w duńskiej spółce budowlanej była na tyle wysoka, że młode małżeństwo coraz realniej zaczęło myśleć o wynajęciu mieszkania i wspólnym zamieszkaniu w Odense. Przemawiał za tym również fakt, iż Kamila niemal od zaraz mogłaby podjąć pracę w firmie zajmującej się sprzątaniem biur i placówek oświatowych. Wszystko dzięki Larsowi, pracodawcy Pawła, który korzystając ze swych licznych kontaktów (nie tylko zawodowych) miał możliwość pomocy małżeństwu. Czynił to tym chętniej, iż Paweł stał się z czasem jednym z jego najlepszych ludzi.

Od stycznia 2010 roku Paweł, Kamila i ich córeczka Paulina mieszkają na jednym z malowniczo położonych osiedli w Odense, na dziewiątym piętrze, w wynajętym przez chłopaka mieszkaniu. Kiedy odwiedzam ich pewnego sobotniego popołudnia, tryskają humorem.
-Naprawdę obawiałem się przyjazdu tutaj - stwierdza Paweł - Ale okazuje się, że niepotrzebnie - dodaje zaraz.

Kamila przyznaje, że tęskni za swymi rodzicami, za swoim bratem, za babcią z Pszczyny, ale nie chce już wracać do kraju na stałe. Chyba że na krótko, w odwiedziny.
- Nie żałuję absolutnie niczego - stwierdza bez emocji. - Mimo że nadal nie jest nam łatwo, to jednak stać nas teraz na to, by często kupować Paulince prezenty, by wykształcić ją, by wychowywać na fajną dziewczynę...

Sześciolatka uważnie przysłuchuje się naszej rozmowie. Kamila i Paweł, spoglądając na córkę, nie kryją wzruszenia:
- My po prostu, zwyczajnie, chcieliśmy godnie żyć.... Teraz wreszcie się nam udaje.


© foto: pixabay.com